• Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
12 lipca 2017

3.  Erygowanie parafii.

 

             …Wieczorem , kiedy rodziny siedziały przy piecach, nagle do domów wdarł się krzyk: - pali się !!! pali się !!! Kto tylko żyw i zdrowy wybiegł na drogę. Moja Matka wyjrzała oknem od północnej strony. Zauważyła potężną , czerwono- różową łunę. Wszyscy z domu wybiegliśmy na podwórze , obserwując gdzie się pali. Na drodze biegnącej środkiem wsi,  pełno wystraszonych i biegnących we wszystkie strony mieszkańców. Okazało się, że ani w naszej, ani w sąsiednich wsiach nie paliło się. To olbrzymia łuna była na nieboskłonie  po północno- zachodniej stronie. Od nieba, aż do horyzontu ziemi. Niektórzy wychodzili na wzgórza zobaczyć, czy nie palą się sąsiednie mało widoczne wsie. Lecz ktoś spostrzegł, że ta olbrzymia łuna nie stoi w miejscu. Prawie nie zauważalnie przesuwa się z zachodniej strony po północnym nieboskłonie na wschodnią. Obserwujących to nieznane, niepamiętne przez najstarszych zjawisko, wszystkich ogarniać począł strach. Ktoś zawyrokował, że to nie żadna łuna, a jest to nadprzyrodzony- prorokowany znak. Że nadchodzi czas wielkiej wojny. Pobożniejsi poczęli się modlić… - zapisał w swych wspomnieniach Józef Szreniawa- „Ziutek”, jako piąte  z ośmiorga dzieci Tomasza i Walerii Szreniawów z Klucz. (Foto: 14) Gdy miał cztery lata rodzice przenieśli się do Kwaśniowa i tam zamieszkali. 10 lat później obserwował to zjawisko.  Tak rozpoczął się 1938 rok. Był  25 stycznia.   („Klucz do Wspomnień”- nr 14)

W 1937 roku umiera Biskup Diecezji Kieleckiej Augustyn Łosiński  i w jego zastępstwie zarządzał  diecezją biskup pomocniczy Franciszek Sonik. Był wikariuszem generalnym i kapitulnym diecezji w latach 1937–1938 r., nim na biskupa wybrano Czesław Kaczmarka (24.05.1938).  W marcu 1938 roku nominację na proboszcza nowo powstającej parafii w Kluczach dostał ks. Stefan Misterek, który buduje w Kluczach na wzgórzu prowizoryczną kaplicę, by na czas budowy kościoła, odprawiać już msze święte. Miejscowa ludność –wierząca, spontanicznie, z entuzjazmem i z jeszcze większą chęcią zmobilizowała się w swym wysiłku. Niewierzący stali z boku- obserwowali, a później przyszedł czas, że i przeszkadzali.

            Pierwszym miejscem, gdzie chciano wybudować kościół był plac na wprost dworu, który to pomysł popierali i chcieli pomóc właściciele majątku,  a najbardziej Karol Mauve. Było to przy skrzyżowaniu ulic Olkuskiej i Rabsztyńskiej. Dietlowie też popierali tą lokalizację.  Innym miejscem lokalizacji budowy były łąki dworskie przy drodze do stawu zwanego „Rudnica”- gdzie dziś stoi Dom Kultury. Niektórzy byli za tym, by powstał kościół bardziej na skraju Klucz, w kierunku Bogucina, bo Bogucin chciał się odłączyć od parafii Olkusz, a przez górę mieliby bliżej do kościoła, bo ok. 1 km.  Ale ostatecznie ten argument nie zadecydował. Wydaje się, że zadecydowała własna ambicja i wiara we własne siły. Kluczowanie postanawiają, że sami wybudują kościół na „swoim”. Wybrano wzgórze „Bukowica”.  Było  to  było tzw. „nowsie”- czyli własność wspólna wsi. Były to nieużytki, jedynie łąki, gdzie wszyscy mieli prawo wypasu bydła. I właśnie tu zdecydowano się na budowę kościoła- wspominał ks. Stanisław Pułka w sierpniu 2009 r., będąc już wtedy na emeryturze, podczas odwiedzin w Domu Seniora w Będzinie.

            „Ks.  Stefan Misterek został przyjęty we wsi z entuzjazmem i gospodarze ustanowili go opiekunem budowy. Zapewnili mu też mieszkanie by został na miejscu i nadzorował prace. Pracownicy fabryki papieru opodatkowali się na rzecz budowy kościoła od swoich miesięcznych dochodów. Przygotowanie terenu i wznoszenie kościoła odbywało się bardzo szybko. Najpierw wyrównano teren i poświęcono kamień węgielny, żeby rozpocząć budowę. Kamień na budowę, którą wykonywał firma, przywożono końmi”- wspomina Pani Wronika Tomsia na stronach książki Agnieszki Miki- „Rody Mauve i Dietlów w Kluczach w latach 1887- 1945”. 

           

Witold Królikowski- wtedy-  kierownika Szkoły Podstawowej w Kluczach tak zapisał w „Kronice Szkoły” fakt rozpoczęcia budowy kościoła.: (Foto: 15).

  „W 1938 roku przystąpiono do budowy kościoła. Przy komasacji gruntu odmierzono pod budowę kościoła 1 ha ziemi na górze, w południowej części wsi, przy drodze do Olkusza. Zbudowano tam z desek prowizoryczną kaplicę, w której odbywały się nabożeństwa. Od maja mieszka już w Kluczach nowo mianowany pierwszy ks. proboszcz- Stefan Misterek, który jest równocześnie nauczycielem religii.  Rok szkolny zakończył się 21 czerwca nabożeństwem w miejscowej kaplicy”. Ks. Stefan Misterek zamieszkał u państwa Adamuszków (Eugeniusza) przy ul Olkuskiej.

Pod koniec kwietnia 1938 roku Komitet Budowy Kościoła w Kluczach w piśmie do Kurii Biskupiej w Kielcach stwierdza, że – „włościanie wsi Klucze oddają pod budowę kościoła 612 m2, pod plebanię -150 m2, pod stodołę i chlewy- 80 m2, pozostawiając do użytku kościelnego ponad 10 tyś.m2. Prócz tego dobrowolnie ofiarowali pod cmentarz włościanie: Lewowski Władysław, Kazek Stanisław, Matoń Stanisław i Walnik Marcin”–7410 m2 .    (dok. 19) Również rodzina Ścieżko Jana i Adeli, oraz rodzina Dobrków przeznaczyły dodatkowo część swych działek na ten cel, co zwiększyło  powierzchnię całkowitą kluczewskiego cmentarza.

 Ks. St. Mistek czynił starania by komisja sanitarna dopuściła owe działki do użytku kościelnego z przeznaczeniem na cmentarz. Były rozważane i inne lokalizacje, również i na ulicy Bogucińskiej,  wtedy mało zamieszkałej, lecz z uwagi na bliskość zabudowań, komisja nie zaakceptowała tej lokalizacji.

W maju 1938 roku sytuacja rozwijała się bardzo dynamicznie. Ks. Stefan Misterek dostaje decyzje akceptującą odprawianie mszy św. w drewnianej kaplicy. (dok. 20);  (Foto: 16), a dzień później otrzymuje Dekret erygujący Parafię Klucze pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Nieustającej Pomocy,  na mocy którego, decyzją Biskupa -Wikariusza Kapitularnego Kieleckiego Franciszka Sonika, z dniem 7 maja 1938 r. z parafii Olkusz zostają wyłączone wsie Klucze i Jaroszowiec, tworzące od tej pory nową parafię- Klucze, a nominację na księdza proboszcza dostaje ks. Stefan Misterek. (dok. 21)

Siedemnaście dni później - 24 maja 1938 roku Nuncjatura Apostolska w Warszawie podała do publicznej wiadomości, iż Papież Pius XI mianował księdza prałata Czesława Kaczmarka biskupem kieleckim. (Foto 17) Nominat kanonicznie objął diecezję 3 września, zaś następnego dnia odebrał sakrę biskupią w katedrze kieleckiej. Dwa tygodnie później- w niedzielę 18 września, był owacyjnie witany w Ogrodzieńcu i  Kluczach- dokąd zmierzał, by poświecić kamień węgielny pod budowę kościoła. O czym pisał „Kurier Zachodni” z 20 września:

„W Kluczach począwszy od fabryki papieru bramy triumfalne. Zebrane wzdłuż drogi tłumy publiczności i dziatwa owacyjnie witały ks. biskupa rzucając pod nogi kwiaty. Przed wejściem do nowo budowanego kościoła J.E.Ks.Bp powitał starosta olkuski mgr Mędala, dalej prob. Parafii Klucze ks. Stefan Misterek oraz przedstawiciele miejscowej ludności: Stanisław Kazek i Bronisław Włoch. Po podziękowaniu za serdeczne powitanie, ks. bp został wprowadzony do tymczasowej kaplicy, gdzie odprawił nabożeństwo adoracyjne do Najświętszego Sakramentu. Następnie ks. bp przeszedł do budującego się kościoła, gdzie po poświeceniu murów, oraz kamienia węgielnego odprawiona została pierwsza uroczysta suma przez proboszcza olkuskiego, ks. prałata Piotra Mączkę. …” (dok. 22)

Następnie ks. bp Czesław Kaczmarek udał się do Olkusza, gdzie był gościem ks. prałata Mączki, który został następcą ks. dziekana  Pawła Frelka,  i to on teraz był koordynatorem wszelkich prac przy budowie kluczewskiego kościoła. Po południu z Olkusza ks. bp Czesław Kaczmarek odjechał do Kielc.

To doniosłe wydarzenie zostało też odnotowane w kronice Szkoły Podstawowej:  „Rok szkolny 1938/39 rozpoczął się 5 września w miejscowej kaplicy. Zapisało się 375 dzieci. 18 września miała miejsce wielka uroczystość w Kluczach- poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę kościoła pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Nieustającej Pomocy. Brał udział ks. bp. Kaczmarek z Kielc i ks. prałat Mączka z Olkusza”.

Zgodnie z projektem wykonanym przez architekta diecezjalnego Franciszka Mączyńskiego z Krakowa, a zatwierdzonym przez Diecezjalną Komisję Budowlaną w Kielcach, stosowne dokumenty zostały przesłane do Urzędu Wojewódzkiego Wydział Architektury w Kielcach. (dok. 23)(dok. 24)(dok. 25)(dok. 26);  (dok. 27).               Po otrzymaniu zgodyw dniu10 sierpnia  ks. prob. Stefan Misterek -już po wojnie- napisał :  „Po erekcji parafii przystąpiono do budowy kościoła dnia 17 sierpnia 1938 roku…”  (dok. 28)  

Co do osób, które projektowały kościół w Kluczach istnieje pewna rozbieżność, ponieważ, kolejny ks. proboszcz- Zbigniew Piotrowski, w swym sprawozdaniu za lata 1962- 67 wymienia nazwiska inż. Stefana Wodnickiego  sporządzającego plany kościoła i Edwarda Długosza jako prowadzącego roboty budowlane. Obaj z Kielc. Kosztorys miał opiewać na kwotę 47 tyś zł.- pisał ks. Zb. Piotrowski.  Być może, że to oni byli w składzie owej Diecezjalnej Komisji Budowlanej z Kielc, która zatwierdzała projekt Franciszka Mączyńskiego i dlatego zostali wymienieni w tym sprawozdaniu?  Tak czy inaczej,  budowa już bez żadnych przeszkód mogła być prowadzona.

„Na budowę kościoła wszyscy gospodarze, którzy mieli swoje lasy, a dawniej było ich dużo, umówili się, że dadzą po 4 sztuki sosny na dach. Pracownicy fabryki zaś sami się opodatkowali, podobnie jak w przypadku budowy Szkoły Powszechnej (Domu Ludowego), po 1 zł/ m-c (przedwojenny). Ci co mieli konie to furmankami zwozili drzewo. Zwozili też i kamień, który wydobywali w niedalekich Pozogach (Pożogach), a gdy potrzeba było gliny, to jechano na „Rudnice”- (staw „Czerwony”). Czerpano ją też z miejsca, gdzie kiedyś  Roman Bukowski miał cegielnię, w Pożogach, k/ dawnej leśniczówki, przy dawnej, krętej drodze do Olkusza, zbudowanych jeszcze przez wojsko austriackie w 1914 r.  Mieszkańcy bardzo byli zmobilizowani tą budową. Nie szczędzili sił i czasu, dlatego praca szła szybko. Mieliśmy już dość chodzenia do olkuskiego kościoła tak daleko. Co niedzielę, a nieraz i częściej, w deszcz i mrozy,  po tej piaszczystej, miejscami kamienistej drodze, chodząc te 6 km. by uczestniczyć we mszy św.”- wspomina Pani Henryka Walnik.

Dla zwiększenia kasy parafialnej „Komitet Budowy Kościoła Parafialnego pod wezw. NMP Nieustającej Pomocy w Kluczach”- jak było na pieczątce- postanowił zebrać dobrowolne ofiary, wydając potwierdzenie wpłaty. Taki dowód ofiarności  pani Marii Mosur  zachował się  w rodzinnym archiwum. (dok. 29);  (dok. 30)   Gdy wpłacała na kościół była jeszcze panną, a 8 lat później,  już jako Pani Młoda  bierze ślub z Bronisławem Jochymkiem i  robią sobie pamiątkowe zdjęcie na nowo wymurowanych schodach,  przed nowo postawionym kościołem w Kluczach.  (Foto: 18)  Była  228 osobą wpłacającą na budowę naszego kościoła i chyba nie ostatnią, chcącą wesprzeć to wielkie dzieło, jakim była budowa własnego kościoła w nowo powstałej parafii.

Innym sposobem pozyskania funduszy były różnego rodzaju loterie fantowe. Polegało to na tym, że kto tylko chciał wspomóc, dobrowolnie przynosił cokolwiek na sprzedaż, a pozyskane fundusze były przeznaczone na kościół- jego budowę, później wykańczanie, czy inne potrzeby kościelne. Największa loteria była zawsze w „odpust”- czyli w święto patronki kluczewskiego kościoła- NMP Nieustającej Pomocy, które to święto zostało ustanowione na dzień 27 czerwca.

„Na owe czasy to zawsze było duże święto we wsi. Zawsze była loteria fantowa, uroczysta msza, a wieczorem zabawa. Dochód z loterii  i zabawy był na rzecz kościoła lub szkoły. Po wojnie też to jeszcze kultywowano. Cały ten dzień „odpustu” był przepełniony ceremoniałem, To się czuło. Fantami mogło być wszystko począwszy od książek kończąc na królikach lub kaczkach. Co kto mógł to przynosił. Wieczorem zawsze była zabawa w remizie, gromadząca całą miejscową i nie tylko miejscową młodzież, a również i ich rodziców. Ten dzień się przeżywało i długo pamiętało- opowiadał mi kiedyś w rozmowie, o napisanej przez siebie książce pt. „Losy naszych bliskich”, pan Mieczysław Trepka- nauczyciel i zarazem artysta. Opis odpustu w książce jest taki, jak go zapamiętałem jako dziecko. Gdy wybuchła wojna miałem 10 lat- dodał wtedy.

Przy każdym kościele usytuowany jest cmentarz. Ten  kluczewski zlokalizowano na południowym stoku „Bukowicy” . Był jednak jeszcze nie poświęcony. We wrześniu 1938 roku dokonał tego ks. prałat Piotr Mączka z upoważnienia biskupa kieleckiego. (dok. 31)(dok. 32 ).  W styczniu 1939 roku ks. Misterek rozpoczął procedury hipoteczne z przejęciem działki z „folwarku Parcze Dolne”, która została wydzielona z parafii Olkusz na rzecz parafii Klucze- którą potocznie  mieszkańcy Klucz nazywali- „księże łąki”. (dok. 33) (Foto: 19)

Po erygowaniu Parafii Klucze w maju 1938 roku, od 1 czerwca zostają założone księgi parafialne dokumentujące „życie” parafii. Zostały założone: „Księga aktów urodzin”, „Księga aktów ślubów” i „Księga aktów zmarłych”.

W „Księdze urodzin” odnotowano pierwsze urodziny i chrzty 5 czerwca 1938 r. W dniu tym ochrzczono czworo dzieci- jeden chłopiec i trzy dziewczynki. Chłopcu nadano imiona Stanisław- Adam, urodzony 29 maja. Drugi zapis- dziewczynka urodzona 27 maja, nadano imię Henryka. Trzeci zapis- dziewczynka ur. 18 maja, nadano imię Wacława. Czwartą była Halina- Krystyna ur. 16 maja. Do końca 1938 roku urodziło się 32 dzieci, które zostały ochrzczone i zapisane w niniejszej księdze.

W „Księdze ślubów” odnotowane są pierwsze dwa śluby udzielone w nowej parafii, w sobotę 25 czerwca 1938 r. Pierwszy, o 9.00 rano, to ślub pani nauczycielki kluczewskiej szkoły podstawowej, a drugi o godz. 8.00 wieczór – pani młoda z Ryczówka, pan młody z Klucz. W pierwszym roku, a właściwie półroczu, jej  proboszcz – ks. Stefan Misterek udzielił 12 ślubów,

W pierwszej „Księdze zmarłych” za 1938 rok znalazło się 12 nazwisk osób, które zostały pochowane na miejscowym cmentarzu. Śmierć zawsze jest dramatem, a jeszcze większym- śmierć dziecka.  Tak było 15 czerwca 1938 roku o godz. 7.00 wieczorem, kiedy to rodzice  poświadczyli śmierć swojego dziecka- Jerzego, które przeżyło tylko 12 dni i zmarło o 4.00 po południu.  Drugą śmiercią odnotowaną w księdze była też śmierć  trzymiesięcznej Zofii w sierpniu.

Wszystkie księgi metrykalne były po zakończeniu roku kalendarzowego oddawane do sprawdzenia i kontroli przez ks. dziekana Piotra Mączkę, który swym podpisem z pieczęcią potwierdzał  zgodność zapisów w księgach.

„Minęło lato, nadeszły żniwa. Na okolicznych wsiach wszyscy cieszyli się niespodziewanie dobrym urodzajem, lecz nie dawało spokoju jakieś złe przeczucie. Gnębiła myśl o nieuniknionej wojnie, którą przepowiadali starsi. Argumentowano to właśnie tym dużym urodzajem zbóż, jak nigdy w minionych latach. Większość mieszkańców w to uwierzyła. Dlatego z pośpiechem przystępowano do żniw. Skoszone zboża bez zwłoki zwożono i od razu młócono . Czyniono zapasy żywności. Jeszcze większy wszczął się niepokój , gdy kilku mężczyzn w wieku poborowym otrzymało wezwania na ćwiczenia wojskowe. Żegnano ich z przeświadczeniem , że powołani nie są na ćwiczenia, lecz na wojnę.

         I stało się. 1 września 1939 roku , w piątek nad ranem, zbudził ludzi ze snu straszny rumor i ryk , warkot nieznanych dotąd motorów tuż nad chałupami. Kto żyw, zrywał się ze snu i biegł na podwórze zobaczyć co się dzieje. A nad głowami zobaczyli  samoloty niemieckie. Właśnie w tym momencie dał się słyszeć huk eksplodujących bomb nad stacją kolejową w Rabsztynie. Zaraz potem usłyszeli gwizd syreny fabrycznej Papierni Klucze- długotrwały, taki jak w czasie pożaru fabryki. Zmieniający się ton syreny oznajmiał ludziom wybuch wojny. W polu nikt nie pracował. Bydło ryczało w oborach i chlewach głodne. Wieczorem dopiero z polecenia ojca wypędziłem krowy na pobliskie pole. Nie widziałem nikogo. Ani rolników, ani pastuchów . Nie widziałem nic co żywe, z wyjątkiem stada kraczących wron. […] Trzeciego września w kościele w Cieślinie modlono się o pokój.          4 września  w Kluczach, przed komisją wojskową była tak zwana „odstawka koni '' . W tymże dniu wszyscy posiadacze koni pojechali do Klucz z myślą , że co lepsze konie i wozy zabiorą na wojnę. Ci co mieli marne szkapy i kiepskie wozy mieli nadzieję , że ich konie nie będą zabrane. Około godziny 9-tej ledwie Komisja Wojskowa rozpoczęła swą działalność, wpadł zdyszany goniec, poszeptał coś do Komisji. Wydano natychmiast rozkaz rozjechania się do domów. W mig rozeszła się wieść, że Niemcy są już w Ogrodzieńcu. Właściciele koni, jak kto mógł, co koń wyskoczył, wracali do domów. Furmani wracający do Kwaśniowa, zostali zatrzymani na moście rzeki Przemszy w Kluczach – Papierni . Saperzy oświadczyli, że most jest zaminowany i lada chwila wyleci w powietrze. Przepuszczą jedynie cofających się polskich żołnierzy na wschód. Furmani powrócili do domów okrężna drogą przez Golczowice. Po południu rzeczywiście most został wysadzony w powietrze.”[…]- zapisał w swych wspomnieniach  Józef Szreniawa.

                                                                                                                      J.Dz.