• Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
1 października 2017

Ostatnie walki.

 

Niemcy zabronili kontynuować budowę kościoła, to jednak coś tam wolnymi krokami robiono, zabezpieczono to, co już wybudowano. Życie mimo wielu trudności toczyło się dalej. W 1943 r. Niemcy zabierają na posterunek wszystkie chorągwie i niszczą jedną z godłem Polski. Tuż przed wyzwoleniem- 17 stycznia 1945 roku Niemcy zajmują kościół w celach obronnych, pozwalając na wyniesienie Najświętszego Sakramentu i sprzętów liturgicznych. Zabrali jednak chorągiew z wizerunkiem św. Stanisława Kostki- ufundowaną przez młodzież męską parafii Klucze- wspomina ks. Stefan Misterek. Jednak nie doszło tu do bezpośrednich walk i kościół ocalał. Prawdziwa bitwa miała miejsce przy Fabryce Papieru.

„Na osadzie fabrycznej było rozlokowanych 6 dział szturmowych w bocznych uliczkach. 17 stycznia rozpoczęła się strzelanina. Strzelała artyleria rosyjska z dział ustawionych w Górnym Kwaśniowie. Strzelała też piechota rosyjska, atakując linię obrony niemieckiej, która biegła nad rzeką Przemszą, przez teren fabryki, poprzez wzniesienie za „celulozownią”. Pod drewnianym mostem na Przemszy ukrył się z radiostacja rosyjski żołnierz, który podawał wiadomości z linii frontu do swego sztabu. Przebywał on tam już trzeci dzień, a inni  ukrywali się w przyległych zabudowaniach fabrycznych. W budynku „kasyna” Niemcy zrobili podręczny magazyn amunicji i postawili wartownika. Chodził on między pobliskim sklepem a kasynem. Mieszkańcy Osady schronili się w piwnicach. W czasie przerwy w strzelaninie, wychodziliśmy z piwnic by zrobić coś do jedzenia. Później znów rozpoczęła się strzelanina, przerywana wybuchami.  Artyleryjskie pociski upadły na pomost łączący „rębalnię” drewna z budynkiem „warzelni”. Zrębki drewna leżące na pasie gumowym, oraz drewniana obudowa pomostu zapaliły się. Następnie ogień przeniósł się na „rębalnię” i „celulozownię”. Zapaliły się wówczas pierwsza i druga sortownia celulozy, hala maszyn, stacja „wyparek” i wspomniany pomost. Komin kotłowni z czerwonej cegły wysoki na 60 m. został trafiony dwoma pociskami artyleryjskimi w połowie swojej wysokości.(…) Wieczorem zarządzający fabryką Hnilitchko, odjeżdżając powiedział do grupy wyznaczonych ludzi, którzy mieli pilnować fabryki: - chcę zastać fabrykę taką jaką zostawiłem.             Nocą, ok. godz. 2.00 ucichły strzały. Wyszliśmy z piwnic by zorientować się w sytuacji. Niemcy odchodzili w kierunku Klucz, zaś żołnierze rosyjscy ze swymi rannymi kolegami przyszli do nas z prośbą o opatrzenie ran. Dostali też trochę jedzenia i picia. (…) Kiedy świtał ranek przyszli na Osadę ludzie z Klucz, którzy zmieszali się z rosyjskimi. Wśród wielu rzeczy zabranych przez wojsko, był też samochód zabrany na potrzeby frontu, razem z kierowcą – panem Kaszą. Pan Kasza woził tym samochodem oficerów rosyjskich jeszcze przez kilka dni, na pierwszą linie frontu pod Sławkowem.

Na Osadzie było wielu zabitych żołnierzy rosyjskich. Leżeli tam gdzie padli w czasie walki. Mieszkaniec Klucz- pan Kwinta zaproponował wybudowanie betonowego grobowca „pod skałą”- Piecki, w Kluczach dla poległych rosyjskich żołnierzy i tam ich pochowano. Było ich ok. pięćdziesięciu. Natomiast na cmentarzu w Kluczach w kwaterze, gdzie chowano zmarłych na gruźlicę z Sanatorium w Jaroszowcu, pochowano pięciu żołnierzy niemieckich we wspólnym grobie”.(…)  W latach 50-tych ciała ekshumowano i przeniesiono na cmentarz olkuski      . (Foto: 41);  (Foto: 42).

Kierowała mną ciekawość, jak wyglądają magazyny amunicji zlokalizowane pod Kwaśniowem, po ich wysadzeniu. Wybrałem się tam. Tuż za fabryką, w rowie po schronie przeciwlotniczym  spostrzegłem dwa trupy. Byli to żołnierze rosyjscy zasypani ziemią, widać było tylko ich bose stopy, resztę przykrywał piasek. Poszedłem dalej drogą między stawami. Tam były stanowiska żołnierzy rosyjskich. Była tam jeszcze słoma i kilka czapek żołnierskich. Na drodze do Zawiercia był wysadzony most. Idąc dalej w kierunku Kwaśniowa napotkałem skład łusek z amunicji. Leżały ich całe stosy. Leżały też naboje rewolwerowe. Idąc dalej napotkałem olbrzymie leje po wybuchach. Sprawiało to wszystko niesamowite, wręcz przerażające wrażenie. W lesie tym panowała groza, lęk przed zaminowaniem i straszna złowieszcza cisza. Śmierć wisiała w powietrzu. W scenerii tej, nagle rozległ się huk rozerwanego granatu. Pobiegłem w tym kierunku. Również od strony Godawicy biegli chłopcy. Przybiegłem pod „ambonę”, która stała na zakręcie przy drodze do Kwaśniowa. Okazało się, że zginął młody chłopak. Był to pierwszy wypadek śmiertelny, ale w ciągu następnych lat przy rozbrajaniu powojennych  niewypałów zginęło jeszcze wielu.”- wspominał na łamach „Echa Klucz” w 1998 r. pan Wacław Rożniatowski – pracownik fabryki, mieszkaniec Osady.

W sprawozdaniu o stanie parafii Klucze za lata 1962-67, ks. Zbigniew Piotrowski, proboszcz parafii Klucze w latach 1949- 1968 zapisał, że: „ w czasie okupacji zamordowano 23 parafian, uwięziono 47, na „roboty” wysłano 475 osób”.

Skończył się koszmar wojny- nadeszły nowe czasy.

                                                                                                          J.Dz.